Dlaczego tak trudno się zmienić?

Dlaczego tak trudno jest dokonać zmiany w życiu?

Wielokrotnie przychodził w moim życiu czas, kiedy z entuzjazmem stwierdzałam: nadszedł czas! To właśnie pora, aby dokonać zmiany. No w końcu! Wszystko będzie od tej pory inaczej..

W jaki sposób dokonywałam zmiany? Zmiana pracy? Nie….bo nie pracowałam. Dziecko? Czemu nie? Jakieś szkolenie? Odchudzanie? Sport? JASNE! Wszystkiego po trochu. A najlepiej to się….przeprowadzić, zacząć z czystą kartą, w nowym domu, w nowym otoczeniu. To też praktykowałam – w sumie w ciągu 15 lat przeprowadzaliśmy się 15 razy…A od ostatnich 5 jesteśmy w jednym miejscu….

Czy te zmiany dawały coś dobrego? No oczywiście. Przeprowadzka to przedsięwzięcie logistyczne, wymaga sporej ilości pracy. Pojawiają się nowi ludzie, nowe możliwości. I tak to trwa do momentu, kiedy znów pojawia się potrzeba zmiany. Oczywiście nie nazywałam tego tak po imieniu. Przeprowadzaliśmy się, bo stare mieszkanie było już za małe, bo chcielismy spróbować życia na wsi, bo coś tam innego. Nie umiałąm uczciwie powiedzieć sobie – przeprowadzam się, bo w obecnym miejscu czuję się źle a mam nadzieję, że w nowym będzie zupełnie inaczej. Zawsze byłą ta nadzieja..

Czy to spełniało egzamin? Niestety tylko częściowo, bo swoje problemy wlecze się za sobą. Oczywiście sprzyjające okoliczności pozwalają lepiej się poczuć, ale to tylko do czasu…W końcu i tak najważniejsze jest to, co w środku. I tu nie wystarczy zmiana miejsca.

Dlatego prawdziwa zmiana jest taka TRUDNA. Stosunkowo łatwo jest zmienić miejsce zamieszkania, pracę, znajomych. Ale żeby naprawdę coś się zmieniło, to trzeba zmienić siebie. A to już jest bardzo, bardzo trudne. Nawet jeśli jesteśmy pełni zapału, to uparty umysł podsuwa nam myśli, ze przecież łatwiej jest spróbować zmienić to, co na zewnątrz. Stare sposoby postępowania są bezpieczniejsze, bo są ZNANE, wiemy, czego się można po nich spodziewać. Jeśli próbujemy nowego, narażamy się nie tylko na zdziwienie otoczenia, ale i własne trudne emocje, pokonywanie strachu, lęk przed odrzuceniem, obawa przed porażką. A jeśli to nowe okaże się jeszce gorsze niż stare? Czy w ogóle warto zaczyna? Może lepiej szukać okruchów radości w tym ,co sie ma i nie narażać się na ryzyko?

Próbowałam wiele razy pierwszego sposobu. Zdawałam sobie sprawę, że potrzena jest zmiana wewnątrz, ale uparcie zmeiniałam to co na zewnątrz, zadowolona, że oszukałam system i wcale nie muszę się zmieniać, nie muszę doświadczać trudnych uczuć, wystawiać na ryzyko. Tak było bezpieczniej i prościej.

No i jakoś się to toczyło. No właśnie – jakoś… aż do następnego załania, o przyczynach kompletnie niezrozumiałych dla otoczenia. No bo jak? przecież nic się nie wydarzyło, masz wszystko właściwie, a ty jesteś tak nieszczęśliwa, że marzysz o tym, aby nie istnieć…

To nie było nawet do 3 razy sztuka..To było dużo więcej. Dopiero po wielu latach podjęłam trud prawdziwej zmiany. Czy mogę powiedzieć, że osiągnęłam sukces i jestem inną osobą? Inna już jestem, ale to długi proces. Nadal boję się nowego, ale przyjęłam do wiadomości, ze inaczej po prostu się nie da. Jeśli nie chcę pod koniec życia uważać, że zmarnowałam swoje życie, to muszę działać, nieważne jak trudne to będzie. Jeśli nie osiągnę prawdziwego sukcesu to przynajmniej nie będę mogła zarzucić sobie, że nie próbowałam. A to już sukces sam w sobie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *