Psychoterapia – doświadczenia

Powtarzam sobie ciągle – samo nic sie nie zmieni. oczywiście bedzie JAKOŚ, ale dopóki bedę zmieniać wszystko wokół siebie nie zmieniając wnętrza to nie zmieni się tak naprawdę nic. Prawdopodobnie bedę chwilami szczęśliwa, ogólnie zadowolona, ale przed samą sobą się nie ucieknie.

Niby zawsze to wiedziałam, ale i tak robiłam to, co było najłatwiejsze na teraz, czyli uciekałam od problemów, podażając utartymi scieżkami. No więc jak mogłoby być dobrze?

Chyba najtrudniejsze było przyjęcie do wiadomości, że nie można uciekać od trudnych uczuć. Każdy z nas chciałby, żeby życie plynęło gładko i bezproblemowo. Wciąż bardzo trudno mi dopuszczać do siebie bolesne uczucia. To strach przed tym, żeby nie pogrążyły mnie, nie zapanowały na zawsze. ale wychodzi na to, że one i tak w środku siedzą i prędzej czy później wylezą. 

Terapia

Odkąd przyjęłam do wiadomości, że być może taka forma pomocy jest mi potrzebna, odwiedziłam stacjonarne i wirtualne gabinety kilku psychologów i terapeutów.

Oto moje doświadczenia. Kolejność chronologiczna.

Numer 1

Psycholog na uczelni. Młodziutka, sympatyczna dziewczyna, przypuszczam, że świezo po studiach. Zgłosiłam się do niej w pierwszym epizodzie depresji. Nie wiedziałam, o co chodzi, byłam przerażona swoim stanem. Pani psycholog, po wysłuchaniu mnie, z uśmiechem oznajmiła, ze właściwie każdy ma problemy, wielu podobne do moich, Z kwestionariusza osobowości nie wyczytała niczego groźnego i jeśli chcę, możemy jeszce kiedyś pogadać. Wyszłam załamana, z poczuciem, że zostałąm kompletnie niezrozumiana. Na plus zaliczam fakt, że zaleciła mi na wszelki wypadek konsultację z psychiatrą. Lekarka okazała się w tamtym momencie moim wybawieniem, Od razu stwierdziła, że widzi, jak się strasznie męczę i przepisała leki antydepresyjne, które w ciągu kilku tygodni postawiły mnie na nogi. Do słodkiej pani psycholog oczywiście nie wróciłam.

Numer 2

Zdając sobie sprawę, że same leki nie załatwią „sprawy” po kilku latach od poprzedniej próby, postanowiłam skorzystać z terapi. Wybrałam tę na NFZ, bo jako studentke na płatną nie było mnie po prostu stać. Pani psycholog w poradni okazała się całkiem sympatyczna, dużo notowałą, podczas gdy ja mówiłam. Spotkania jednak były zdecydowanie za rzadko ( jakoś raz w miesiącu). Poddałam się, gdy pani dyskretnie ziewała podczas moich wynurzeń i nazywala mnie nie moim imieniem. Co ciekawe, po latach okazało się, że bliska mi osoba korzystala z usług tej pani (tez na NFZ) i bardzo ją sobie chwaliła. No coż, ja nie.. To dowodzi, że dobór terapeuty to sprawa indywidualna i nie da sie z góry przewidzieć, czy „zaskoczy”.

Numer 3

Po kilku latach przerwy, już mężata i dzieciata, postanowiłam poważnie wziać się za siebie. Tym razem nie zdawałam się na NFZ, skorzystałam z usług psycholog z polecenia. Byłam u niej na kilku sesjach. Wydaje mi się, ze naprawde nasza współpraca mogłaby być owocna, ale okazało się, że jestem w ciąży, a ona nie prowadzi takich pacjentek, bo terapia wtedy jest zbyt obciażająca. Z żalem musiałam przerwać terapię, zanim ją na dobre zaczęłam. Nigdy już do tej pani nie miałam okazji wrócić, bo zmieniła w międzyczasie życiowe plany i nie prowadziła już później terapii.

Numer 4

Po kilku latach wróciłam do terapi. Korzystając z internetowego portalu znalazłam bardzo polecaną i drogą terapeutkę. Chodziłam do niej regularnie ponad rok. Czy było warto? Na pewno wiele rzeczy mi rozjaśniła, pomogła poukładać, ale raczej nie była to głęboka zmiana. Kiedy uznała, że pora zacząć rozrzedzać spotkania, byłam zdumiona. Nie czułam wcal, że dotarłam do punktu, w którym nie potrzebuję już pomocy. Nie potrafiłam jednak szczerze tego powiedzieć. Gryzło mnie też to, że bez wcześniejszej zapowiedzi podniosła stawkę albo skróciła spotkania z 60 na 50 minut. Nic jej nie powiedziałam, co teraz uważam za dowód na to, jak powierzchowna była to zmiana, skoro nawet wobec własnej terapeutki nie potrafiłam zdobyć się na odwagę i powiedzieć, co o tym myślę. Niedawno z ciekawości weszłam na jej stronę. Nadal praktykuje i jest jedną z najdroższych terapeutek w Poznaniu. klientów jej chyba nie brakuje:)

Numer 5

Jako, że w międzyczasie przeprowadziłam sie do UK, zaczęłam korzystać z pomocy internetowej. Z polecenia zaczęłam terapię ( raczej nazywało sie to konsultacjami). Terapeutka była bardzo droga, ale potrzebowałam pomocy, a w przeliczeniu na funty nie było tak źle. Kobitka prowadziła sesje bez kamerki ( stwierdziła, że jej nie działa). Później dowiedziałam się, że zawsze tak było na jej sesjach – nie pokazywała twarz. Było to dość tajemnicze, bo nigdzie w internecie nie znalazłam jej zdjęcia (z ciekawości sprawdziłam ostatnio,po 5 latach – teraz już jest:) – i jej wygląd zgadza się z moim wyobrażeniem. Ta pani była niezwykła. Była nie tylko terapeutką, ale tezż artystką, malarką, poetką. Zajmowała sie też amuletami, talizmanami, enargiami itp. Byłam bardzo sceptycznie do niej nastawiona (raczej twardo stąpam po ziemi). Nie jestem wierząca i wcale nie pociagała mnie możliwość ewentualnego poznania „innej strony” realistycznego świata. Ale siostra mówiła – spróbuj, naprawdę potrafi pomóc.Pomyślałam, że czemu w sumie nie, jeśli coś mogłoby pomóc, trzeba próbować. No i faktycznie pomogła, postawiła mnie szybko na nogi, dała potężnego kopa. W krótkim czasie zmieniła moje spojrzenie na świat, przekonała, że o wielu rzeczach jeszce nie wiemy, że istnieje potężny duchowy świat. Co wiecej, w jakimś stopniu przekonała też do tej wizji świata mojego bardzo sceptycznegp męża. Nie wszystko, o czym mówiła, byłam w stanie przyjąć do wiadomości (jestem dość sceptyczna), ale na wiele rzeczy otworzyła mi oczy. Niestety nasza współpraca nie przetrwała długo. Zaczęła naciągać na dodatkowe sesje, czasem je skracała pobierając pełną opłatę. Wkurzało mnie, ze ciągle nie mogę jej zobaczyć, ze sesje są przerywane np. wizytą kuriera czy telefonami i słychać czasem jak podczas sesji chrupie jakieś orzeszki. Nie znoszę być naciągana czy lekceważona. Jeśli korzystam z usług, za które słono płacę to chcę być odpowiednio traktowana. Czara goryczy przelała się, gdy mąż pomógł jej naprawić stronę internetową , poświęcając na to wiele godzin. Obiecała profity za tę przysługę. Mąz zaproponował zmniejszenie opłat za sesje. Nie zgodziła sie. Stwierdziła, że wszyscy dla niej pracuja za darmo a profitami ma być pzresyłana nam jej specjalna energia. No i to byl koniec… A nie, kiedy jej strona znów ię popsula, stwierdziła, że to przez konflikt z nami, że poszła za nami zła energia. No to by bylo na tyle:) Dobrze, ze nie wysłała nam rachunku za onformatyka:) Nie żaluje jednak spotkań z nią, bo w krytycznym momencie pomogła. No i sporo z jej postrzegania świata jednak we mnie zostało, stałam się bardziej „duchowa”.

Numer 6

Kolejny kontakt był z wiedźmą. przeprowadziłam z nią kilometry rozmów na messengerze. Kobitka mieszka w Irlandii i pomaga potrzebującym za darmo. Jeśli ktoś może i chce to jej płaci, ale nie musi. Nie raz wyciagała mnie z dołka, choć nie była to klasyczna terapia. Dużo rzeczy mi wyjaśniała i pocieszała, Śmiałam się, że powinno wydać się jej złote myśli. Zawsze, kiedy potrzebowałam, mogłam z nią porozmawiać. Taka trochę przyjaciółka. Pomagała tez przekazując „dobrą energię”. Można sie z tego śmiać (ja też się kiedyś śmiałam), ale wciąż uważam, że coś w tym jest. Przykład?Byłam kiedyś w strasznym dołku i napisałam do niej prosząc o pomoc. To były jakieś straszne lękowe myśli, Bardzo cierpiałam. W którejś chwili poczułam znaczną ulgę. Wieczorem sprawdziłam wiadomości i znalazłam tę od niej, że przesłala mi dobrą energię. Może to byl przypadek, a może nie. Może tak samo działa modlitwa.. Być może jeszce z bardzo wielu rzeczy nie zdajemy sobie sprawy. W wielu sprawach byłą przekonująca. Twierdziła, że na podstawie zdjęcia oczu widzi, jakie ktoś ma kłopoty zdrowotne. Na podstawie mojego orzekła, ze mam problem z tarczycą .No mam..nie mam połowy (wycięta z powodu guza). Nie jestem wszystkiego,co głosi, przyjać do wiadomości. Podpięcia, chemitrails, brak istnienia wirusów. No nie mogę i już. Ale w wielu sprawachi to naprawdę bardzo mądra babka, wiele rzeczy mówi jak doświadczona terapeutka, Utrzymuję z nią kontakt naFB, choć już jako obserwator.

Numer 7

Zawiedziona tradycyjnymi formami terapi trwałam dalej w tym „alternatywnym” nurcie. Szukałam czegoś nowego, obiecującego szybką poprawę. Przeszukując internet znalazłam innowacyją, ciekawą metodę pracy z umysłem na poziomie biologicznym. To miała byc praca na poziomie komórek, „naprawianie” części odpowiedzialnych za nieadekwatne emocje, bez wywlekania przeszłości. Miało to dla mnie sens, więc postanowiłam spróbować. Sesje wyglądały w ten sposób, że terapeutka kazała mi wyobrażac sobie różne rzeczy, np uczucia jako skorupki, rozbijać je ,opisywać, co widze, w jakim jest to kolorze. itp. Potem te kolory albo faktura miały się zmieniać. pod wpływem mojej i jej „pracy”. Trudne to dla mnie było, czasem trochę na siłę doszukiwałam się czegoś. Na drugiej sesji spytała mnie, co działo sie po pierwszej, czy czasem nie odczułam wielkiej energii, nie wysprzątałam całego domu itp.Faktycznie tak było… Może to była jakaś sztuczka, nie wiem. Te sesje były bardzo męczące. Poprawa była, ale szybko wszystko wróciło na stare tory. Nie słyszałam, żeby ta metoda rozpowszechniła się, więc chyba jednak nie była aż tak rewolucyjna i rewelacyjna:)

No i numer 8.

Odwlekałam długoterminową, poważna terapię. Z różnych względów, także finansowych. Nie żeby nie było mnie stać. Zarabiając w funtach nie jest szokiem płacić w złotówkach. ale szkoda mi było pieniedzy. Było mi wstyd, że płacę za takie leczenie zamiast wziać się w garść. Jakoś tak miałam przeświadczenie, że to wstyd wydawać na takie fanaberie, że powinnam sama sobie radzić. W końcu jednak przekonałam samaą siebie, ze warto w siebie zainwestować. także dla dzieci, bo szczęsliwa mama to szczęśliwe dzieci. Bałam się tez terapii podjąć, zmierzyć z trudnymi uczuciami, dokonywać rewolucji w swoim życiu. No, ale kiedy jak nie teraz? Kiedy uznam, że ze strachu zmarnowałam szansę na szczęście?

Tym razem zdecydowałam się na terapię poznwczo-behawioralną i terapię schematow. I trwam w niej do dziś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *