Nowy rok – nowe wyzwanie

Od 4 lat pracuję jako nauczycielka w polskiej szkole sobotniej.

Uczestniczyłąm w procesie jej tworzenia, jestem w niej od samego początku. Kiedy zaczynałam tam pracę, byłam mamą domową, opiekowałam się półtoraroczną wtedy córeczką. Praca w soboty była pracą marzeniem, pozwoliła mi odrywac się od spraw domowych, spotykać z koleżankami, po prostu robić coś nowego i fajnego. Leciałam do niej jak na skrzydłach. Dużo czasu spędzałam na przygotowywaniu się do zajęć i sprawiało mi to dużą przyjemność. W moje grupie były wtedy moje dwie starsze córki, więc tym bardziej miałam motywację, zeby prowadzone przeze mnie lekcje były ciekawe i dzieci po prostu chciały na nie chodzić.

Teraz.. cóż..Grupa pozostała w sporej części ta sama. Ale ja odczuwam już chyba coś w rodzaju wypalenia zawodowego. „Moje” dzieci stały się nastolatkami, które mają tysiąc ciekawszych rzeczy do robienia w soboty niż chodzenie do polskiej szkoły. Wiedzą, że w sumie nie muszą, nie chce im się i dają to odczuć..Naprawdę staram się, aby lekcje były ciekawe, zachęcić je, ale szczerze mówiąc nie wychodzi mi to. I z tygodnia na tydzień coraz bardziej mnie to demotywuje.

Jednak od stycznia będę pracowac tam w zupełnie nowej roli. Będę jej dyrektorem.

Długo, długo nad tym myślałam. Kiedy pytano mnie o tę kwestię 4 lata temu, z największą pewnością odpowiadałam, że absolutnie się do tego nie nadaję. Za dużo papierków, zamieszania, no i przede wszystkim odpowiedzialności. Nie dla mnie.

Przez te 4 lata bardzo się zmieniłam. Nadal mam wątpliwości i obawy, bardzo długo myślałam, czy w ogóle spróbować. Decyzja została jednak podjęta i teraz szykuję się to tej roli. Muszę w sobie dużo poukładać. Przede wszystkim nabrać pewności siebie i wykorzenić przekonanie, że musze zadowolić absolutnie wszystkich. Zdaję sobie sprawę, że jestem postrzegana jako osoba bardzo zgodna, wręcz ulegla i nikomu nic złego nie powiem. Przypuszczam, że będę musiała nie raz zaskoczyć wszystkich.

Nadal odczuwam lęk przed konfrontacją, przed ewentualną koniecznościa narzucenia swojego zdania mimo niezadowolenia. Poprzednia dyrektor była bardzo spokojną osobą i raczej nie było w jej zespole konfliktów ( albo były załatwiane tak, ze się o nich nie słyszało). Boję się porównywania, bo to ona założyła tę szkołe i naprawdę prowadziłą ją z sukcesem.

Nie mogę jednak całe życie bać się wszystkiego. Wychodzę ze swojej „strefy komfortu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *