Nie będę taka jak moja mama – a może jednak?

Jak to się dzieje że niechcąco i nieświadomie powielamy schematy naszych rodziców?

Ile to razy obiecywaliśmy sobie – nie bedę taka jak moi rodzice! Nie będę tak traktować własnych dzieci. Moje małżeństwo będzie inne. Nigdy nie….

A potem mijają lata i okazuje się że jesteśmy do nich bardziej podobni niz byśmy chcieli.

Jak przez mgłę pamiętam małżeństwo moich rodziców. Ich kłótnie, łzy mamy, fochy taty. Jak ja sie wtedy bałam! Bałam, że się rozstaną, że stanie sie coś złego. Stawałam po stronie mamy, jako tej zgodnej i uległej. W moich oczach to tata był winny -nerwowy, dominujący, często krzyczał i zwyczajnie się go bałam. Obiecywałam sobie, że ja bedę inna – nie tak uległa, nie pozwolę sobie na takie traktowanie, a już na pewno mój mąż będzie inny niż tata – będzie łagodny jak baranek, delikatny i cichy.

Jestem od dawna mężatką. a mój mąż wcale nie jest uległy i cichy, choć na początku uważałam go za takiego. Bywa porywczy i bardzo głośny. dużo krzyczy i czasem zwyczajnie się go boję. A raczej bałam. A ja wcale nie jestem asertywna, tylko uległa. A raczej byłam.

No jak? Miało być inaczej!

Nie byłoby tych refleksji, gdyby nie list. List znaleziony podczas porządków. w pudle z pamiątkami po mamie. List mamy do taty. Żeby nie było – juz dawno tata przekazał mi to pudełko mówiąc, że mogę zrobić z tymi rzeczami, co chcę. Było tam sporo listów. I takie z czasów ich narzeczeństwa – pełne miłości i szczęścia, no i ten, o którym wspominam, późniejszy. 


Sama mogłabym czasem napisac taki list. Czytając go widziałam siebie. Mama pisała o braku zrozumienia, o strachu, o braku możliwosci swobodnego wyrażania własnego zdania. o podporz adkowaniu i braku partnerstwa. O braku ciepła w relacji. Pisała o tym, że jej postawa prawdopodobnie bierze się z obrazu małżeństwa JEJ rodziców, ze sposobu, w jaki JEJ tata traktował swoją żonę dzieci. Pisała o tym, że wcale nie chce i nie będzie uleglą i posłuszną żoną, że ma własne zdanie i z niego nie zrezygnuje.

A była postrzegana przeze mnie i przez innych zupełnie inaczej – właśnie jako ta skłonna do każdego kompromisu i uległa..

Mogłabym obiema rękami podpisać się pod tym listem. Mamo, jesteś tak mi bliska… A zarazem to takie straszne smutne, że nasze losy są tak podobne.


Stop. Byłyby podobne. Ty nie zdażyłaś naprawić swojego małżeństwa. Nie zdążyłaś odnaleźć własnej drogi. Ja mam ten czas. Czas, żeby zmienić co nieco i nie powielać nieświadomie zachowań twoich i twojej mamy.

I coś jeszce nas różni. To, z jakim człowiekiem się związaliśmy. Z jednej strony mój mąż jest podobny do taty – władczy i lubiący dominować. A z drugiej zupełnie inny, bo skłonny do autorefleksji, chcący i potrafiący się zmieniać. Potrafiący przyjać do wiadomości inny punkt widzenia. I ja też jestem inna niż mama, bo potrafiłam zawalczyć o siebie. 

Chcę być podobna do mamy w jej ogromnej chęci do kompromisu, miłosci i szukania szczęścia bez poddawania sie i ulegania.

Mam czas i środki,aby przełamywać ten już pokoleniowy schemat i mam szczerą nadzieję, że moje córki  świadomie stworzą malżeństwa, w których bedą szczęśliwe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *