Mól książkowy – część 1

Odkąd pamiętam, zawsze w moim życiu były książki – czytałam je namiętnie, w każdych okolicznościach i o każdej porze dnia i nocy.. Nie nauczyłam się czytać jakoś specjalnie wcześnie, ale kiedy już opanowałam tę sztukę, ja i książki byłyśmy nierozłączne.

Najlepszy prezent na świecie – książki. Ulubiona wycieczka – księgarnia. Najfajniejsze chwile – te spędzone na czytaniu. Połykałam wszystko – baśnie, powieści dla młodzieży i dorosłych, literaturę popularnonaukową. W każdym domu, który odwiedzałam, od razu zwracałam uwagę, jakie są w nim ksiązki ( i co mogę pożyczyć). Mama bardzo dbała o to, żebym miała co czytać – kupowała mi je i pożyczała od koleżanek. U dziadków na strychu znajdowałam takie perełki jak historia franciszkanizmu czy teologia kościoła. I chłonęłam wszystko ( brat dziadka był księdzem, stąd takie „skarby”). W czasie pakowania się na jakikolwiek wyjazd najważniejszą sprawą był wybór lektur (musiały się zmieścić w jednym plecaku, w maluchu więcej miejsca na takie extra rzeczy nie było).

Uwielbiałam moją bibliotekę. Pamiętam, kiedy dorwałam jakąś książkę Vern’a to później musiałam przeczytać jego wszytskie inne. Jakieś 17.. Tylko tyle było w mojej wiejskiej bibliotece. Jaka byłam rozczarowana, kiedy doczytałam, że napisał ich ponad 100. A ja nie miałam do nich dostępu.. Jaka szkoda…Za to były niemal wszystkie tomy „Jeżycjady” M. Musierowicz. Zakochałam się w nich.

Moim planem na życie było przeczytanie wszystkich książek świata:)

.Różnie było z kontrolowaniem zawartości moich lektur. Trafilam kiedyś np. na „Medaliony” i długo nie mogłam dojść do siebie po ich przeczytaniu. Miałam jakieś 9 lat. Po przeczytaniu ” Kamieni na szaniec” też długo płakałam. Trafiałam na te książki o wiele za wcześnie, a nie miałam w zwyczaju pytać kogokolwiek, czy akurat dana książka będzie dla mnie odpowiednia.

Potrafiłam całe kieszonkowe wydawać na książki. Lubiłąm patrzeć na moją stale powiększającą się biblioteczkę. Często je sortowałam i spisywałam. Wiele z nich przeczytałam po kilka razy.

Miałam chyba ze 13 lat, gdy na poczcie kupiłam książkę „Beczka Śmiechu”. Już w samochodzie zaczęłam ją czytać. Myślałam, ze to po prostu książka z dowcipami, które bardzo lubiłam. Okazało się jednak, że oprócz dowcipów znajdowały sie tam takie pikantne kawałki jak „XIII księga Pana Tadeusza”. Oj, wywołała u mnie rumieńce. Było jasne, że nie mogłam pokazać tacie, co kupiłąm. Nie śmiałabym.. Powiedziałam mu, że to dowcipy. Ale kiedy poprosił o kilka kartek, zaczęła się awantura. Ja nie mogłąm mu ich dać ( bo mógłby zobaczyć, co naprawdę zawierają), a on nie mógł zrozumieć, czemu nie chcę mu dać kilku kartek z dowcipami. Nie chciałam powiedzieć mu prawdy, chyba nie ufałam, że zrozumiałby, ze kupiłam to przypadkiem. Z drugiej strony fajne rzeczy można było na tej poczcie kupić:)

Miałam tę książkę wiele lat, była rozchwytywana wśród koleżanek. Pamietajmy, że były to czasy sprzed internetu, kiedy tego typu treści nie były tak łatwo dostępne.

Moje upodobania lietrackie bardzo się zmieniały. Najpierw baśnie, póżniej dużo horrorów, powieści obyczajowych, trochę romansów. Próbowałam naprawdę różnych gatunków. Umiałam czytać bardzo szybko, więc sporo tego było.

Moja miłość do czytania znacznie osłabła na studiach. Polonistyka. W każdym semestrze do przeczytania kilkadziesiąt książek, w zdecydowanej większości strasznie nudnych. Czytałam po kilka godzin dziennie, ale to już nie dla przyjemności..Jeszcze kilka lat po studiach czytanie nie było tym, co kiedyś.

Ale stopniowo wróciłam do czytania i teraz znów nie wyobrażam sobie dnia bez książki. Czytam różne rzeczy – trillery medyczne, powieści detektywistyczne, powieści o wyprawach w kosmos. Duzo książek psychologicznych. Jeśli polubię jakiegoś autora, czytam go seryjnie, po czym przechodzę do następnego. Taki mój nałóg. Po co czytałam i po co czytam? O tym następnym razem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *