Komentarz do: Natalia Przybysz. Aborcja – mój protest song

Koronawirus szaleje, przykro czytać, co się w Polsce i nie tylko dzieje. Widać jednak nie samym jednak koronawirusem Polska żyje ( choć to temat rzeka, a skutki bedą bardzo, bardzo długofalowe), bo ponownie rozgorzała dyskusja na temat aborcji.

Żyję w kraju, gdzie aborcja dostępna jest na życzenie. Można ją zrobić w miejscach, gdzie robi się też np. wazektomię. Krótka rozmowa z lekarzem i psychologiem, umówienie wizyty i już. Czy to dobrze ( moim zdaniem oczywiście)? Nie….

Można spierać się, ok ktorego momentu zlepek komórek staje się dzieckiem. W druginm, dziesiątym czy dwudziestym tygodniu? Co ważniejsze – prawa dziecka czy prawa matki?

Moim skromnym zdaniem podstawą powinno byc poczucie ODPOWIEDZIALNOŚCI. Wszyscy wiemy,skąd się biorą dzieci. Jeśli decydujemy się na seks, zawsze musimy mieć gdzieś z tyłu głowy, że jego „efektem” może być ciąża. Mimo stosowania antykoncepcji. Jeśli będzie się o tym pamiętać, wybór będzie prostszy.

I piszę to jako matka czwórki dzieci, z których tylko jedno było planowane. Nieplanowane – nie znaczy niechciane. Ale trójka pojawiła się naprawdę w niesprzyjających ponoć czasach/okolicznościach. Pewnie gdybym miałą świadomie podejmować decyzję o macierzyństwie, dzieci pojawiłyby się dużo później ( a może wcale, kto to wie?). Nigdy nie przeszla mi do głowy myśl o aborcji, mimo naprawdę trudnych momentów ( może kiedyś je opiszę), bo myślałam w ten sposób – skoro powołałam je do życia, to teraz trzeba wziąć za nie odpowiedzialność.

Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, że kobieta, której zdrowie, czy życie jest zagrożone, jest pozbawiana prawa wyboru. Tak samo, kiedy dziecko ma być nieuleczalnie chore. Ja być może chciałabym i tak je urodzić. Nie wiem. Trudno to oceniać, jeśli samemu nie było się w takiej sytuacji. Dziecko z gwałtu? Nie wiem. Trudno mi sobie wyobrazić, co czuje kobieta w takiem sytacji. Mogę być tylko pewna, ze każda decyzja jest dramatem.

Dzieci nie są moim jedynym celem i sensem życia. Jest tak wiele innych rzeczy do odkrycia i do przeżycia. Nie mogę jednak spokojnie czytać, że Natalia – biedulka tyle przeszła, żeby pozbyć się dziecka. Bo życie poukładane, bo mieszkanie małe, bo inne plany…

A pomyślała o kimś innym, nie tylko o sobie? Niech tylko ktoś mi nie mówi, że zrobiła to dla dobra swojej rodziny. Dla mnie z egoizmu zabiłą niewinną istotę. Być może nie znam wszystkich okoliczności ( na pewnie nie znam), ale ton jej wypowiedzi wywołuje we mnie zażenowanie. Odwaga? Superbohaterka? To kim są matki, które decydują się urodzić mimo małego metraży i ograniczeniu postępu samorealizacji? Pewnie naiwniaczkami….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *