Kiedy przyjaźń umiera

Mogłoby się wydawać, że problemy typu „zawiedziona przyjaźń” to domena nastolatek. Wszak dorosła kobieta powinna mieć już inne priorytety. Dom, rodzina, praca….

Niestety, jesli się w pewnym aspektach nie dorosło, to jest problem. Nigdy nie zaprzyjaźniłam się z najważniejszą osobą w moim życiu. Czyli z sobą. Rozpaczliwie próbowałam wypełnić tę lukę szukając tej przyjaźni u innych. I wydawało mi się, że jestem idealnym materiałem – lojalna, uczynna, zawsze na zawołanie, mało konfliktowa. A jednak nie zawsze wychodziło. a częściej właśnie nie wychodziło. A ja zalewałam się łzami, jaka to jestem beznadziejna i niewarta kochania. Rzadko, bardzo rzadko uważałam, że to „wina” kogoś. Jeszce rzadziej, że może niczyja, bo tak po prostu bywa. Nie przyjmowałam do wiadomości, że ludzie się zmieniają, że zwyczajnie przestaje się być po drodze. Nie! Przyjaźń miała być już na zawsze – niezmienna i piękna. Bywały piękne chwile i lata…a kiedy się kończyło, to była tragedia.. Dopiero po latach dotarło do mnie, że może wcale nie byłam takim idealnym materiałem na przyjaciółkę. Moja bardzo silna potrzeba akceptacji powodowała, że nie potrafiłam być do końca szczera w relacjach, bałam się sprzeciwić, wyrazić swoje zdanie, wątpliwości, zeby tylko kogoś nie stracić. Kiedy pojawiały się nieuniknione punkty sporne, wycofywałam się, a później pielęgnowałam żal. I ciagle marzyłam o takiej prawdziwej przyjaźni, jakby ona miała uleczyć mnie, sprawić, ze świat będzie piękny. Z drugiej strony otrzymywałam sygnały, że ze mną nie można być szczerym, bo mam sobie coś takiego, zę inni boją się mi cokolwiek powiedzieć. Nie, że się wściekam czy atakuję. Raczej odwrotnie – zamykam się w jakiejś skorupie i zwyczajnie boją się mnie zranić. Długo tego nie rozumiałam.

A czy teraz mam przyjaciółkę? Nie, ale pracuję nad tym. Zupełnie inaczej jednak niż przez ostatnie 20 lat. Próbuję zaprzyjaźnić się sama ze sobą, polubić spędzać czas sama ze sobą i tylko dla siebie. I nie jest to tylko środkiem co celu. Jest właśnie celem – czuć się dobrze sama ze sobą. Nie po to, zeby przyciągnąć ludzi do siebie, tylko żeby było dobrze niezależnie od nich. Tak żeby przyjaciele byli ważną częścią życia, ale nie determinowali poczucia szczęścia.To najtrudniejsze zadanie, jakie mam w życiu. Robię postępy, a naprawdę w mojej głowie wszystko się przewraca. Trudno zmienić sposób myślenia po tylu latach. Zabawne, że tylu ludzi, tylu terapeutów mi o tym mówiło, a ja myślałam swoje. Oporna ze mnie sztuka.

Dumna jestem z siebie, że zmieniam się. Bliscy wiedzą, ile mnie to kosztuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *