Hipnoterapia

W swoich poszukiwaniach szczęścia i spokoju ducha od dawna zastanawiałam się nad hipnoterapią.

Podczas terapii dochodziłam do źródeł moich problemów i lęków. Jednak samo zrozumienie nie zawsze pomagało, bo uczucia pozostawały te same, albo ulga była na krótko. Przegadywanie problemów nie przynosiło więc długotrwałych skutków. Brakowało mi narzędzi, że samodzielnie pracować nad sobą, wychodzić ze swojej „strefy komfortu”.

Myślałam więc nad tym, że dotarcie bardziej „wgłąb”, do podświadomości i „przeprogramowanie się” ma sens. Można wmówić sobie wiele rzeczy, więc logiczne jest, że można też wyrzucić z siebie niekorzystne programy i „wgrać” nowe.

Co do samej terapii nie miałam obaw, byłam zbyt zdesperowana, szukałam pomocy.

Przeglądałam fora poświęcone tego rodzaju terapii. Szukałam kogoś poleconego. Nawiązałam kontakt z chłopakiem, który poddał się takiej terapii. Twierdził, że stał się innym człowiekiem, że poczuł niesamowitą ulgę, nadzieję. Postanowiłam spróbować. Co miałam do stracenia?

Skontaktowałam się z poleconym mi hipnoterapeutą. Okazał się całkiem młodym, bardzo sympatycznym człowiekiem. Umówilismy się na spotkanie online.

Pełna nadziei czekałam na sesję. Całość trwała ponad 4 godziny. Najpierw terapeuta dokładnie objaśniał mi, na czym polega hipnoterapia, jak działa nasz mózg, na jakiej zasadzie tego rodzaju praca ma polegać. Potem była już właściwa sesja.

Zgodnie z tym, co wcześniej usłyszałam, cały czas byłam świadoma tego, co się dzieje. W każdej chwili mogłam wstać, mówić itp. Słuchałam rozmaitych poleceń mających wprowadzać mnie w trans, przywoływałam obrazy, pracowałam z podświadomością, niejako „kontaktowałam” sięz nią. Miałąm wracać do momentów, kiedy pojawiał się dany problem, opisywać, co widzę, w jakim wieku jestem, co wtedy czujęTrochę to wyglądało jak praca z „wewnętrznym dzieckiem”. Chwilami pojawiały się niespodziewane odczucia w ciele, ale nic spektakularnego.

No właśnie. Nic spektakularnego. Rozczarowałam się.. Chyba oczekiwałam jakiegoś efektu wow, a tu nic takiego nie było… Poczułam się trochę lepiej, ale mój cel – czyli brak negatywnych,niszczących mnie emocji w konkretnych sytuacjach, nie został osiągnięty. Wiedziałam, ze proces może potrwać kilka dni, aż się wszytsko poukłada, ale wcale się tak nie stało. Powtórzyłam jeszcze raz sesję, dając sobie szansę ( bo może jedna to za mało), ale było tak samo. Na kolejną już się nie umówiłam. Strata czasu i pieniędzy w moim przypadku.

Dla ciekawości była to hipnoterapia OMNI. Szkoda. Byłam pozytywnie nastawiona, że to będzie to. Niestety…Może na innych podziałało i super.

Hipnoterapii jednak tak ostatecznie nie porzuciłam. Nadal z niej korzystam, ale z zupełnie innego nurtu i w zupełnie innej formie. I z tygodnia na tydzień czuje się lepiej. Chyba w końcu trafiłam na coś, co mi realnie pomaga. Ale o tym następnym razem, bo to dłuższa historia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *