Dlaczego spotkało to właśnie mnie?

Życie nie jest sprawiedliwe.

Uczeszczam na terapię psychologiczna i kiedyś podczas którejś z sesji tak wybuchłam. Dlaczego „to” przytrafiło sie wlaśnie mnie? Dlaczego nie mogę mieć normalnych problemow, które da się jakoś rozwiązać? Przeżylam śmierć mamy, próby samobójcze siostry i bankructwo. Bylo cieżko, niewyobrażalnie smutno , ale były ku temu powody, no i miało się poczucie, że  można coś w tej sytuacji zrobić, żeby ją poprawić.

Trudno jednak walczyć z tym, co siedzi w głowie. kiedy wiesz ze wyolbrzymiasz, że zadręczasz sie drobiazgami, że przesadzasz. Czarne myśli bolą bardziej niż ból zęba. To uczucie bycia w gęstej mgle,z której nie widzisz wyjścia i w której trudno jest oddychać. Wszystko, co robisz, wydaje się nie mieć sensu, bo i tak nic nie jest w stanie łlagodzic tego okropnego smutku i beznadziei.

No dlaczego ja?

Terapeutka spokojnie odpowiedziała mi : tak, to nie jest sprawiedliwe. A ja, rozmyślajac później o tym, doszłam do wniosku, że pora przestać się wściekać. bo to tak jakby wściekać się na cieżką, przewlekłą chorobę. Oczywiście złość na los jest na początku uzasadnioną reakcją, ale co dalej? Mozna sie tylko wściekać i użalać, jakie to fair i w ogóle albo zacząć się leczyć z wiarą ze terapia pomoże.

Staram się teraz tak do tego podchodzic. Nie moja wina, że choruję, pod tym względem życie nie jest i nigdy nie będzie sprawiedliwe. Nie ma też sensu nikogo winić i oskarżać. Najważniejsze ,co sie zrobi z tym TERAZ. Pora wziać odpowiedzialność za własne życie i dać sobie szansę. Czy terapia zakończy się powodzeniem? Nie wiem, gwarancji nigdy nie ma, ale mam nadzieje. Weim tylko na pewno, że jeśli nic nie będę robić to samo nie zmieni się nic.

Dlaczego dopiero teraz?

Przez wiele lat odwlekałam decyzję o terapii mając nadzieję, że ukochany, dzieci, przyjaciele mnie wyleczą. Nie wyleczyli. Bywały okresy kiedy czułam że już sobie wszystko poukladałam, ze już tylko „oby tak dalej”. Astany depresyjne wracały, choć za każdym razem liczyłam, że to już na pewno ostatni raz. Wspomagałam się farmakoterapią i radośnie brnęłam przez życie aż do nastepnęgo razu, aż rzeczywistość znów mnie nie przytłoczyła. No ale jak miałoby być inaczej? Jak można liczyć, że za którymś razem te same zachowania przyniosą odmienne efekty?

Przez wiele lat nie pozwalałam sobie na takie myślenie. Robiłam to,co zawsze i tak jak zawsze to, co mnie uszcześliwiało choć na chwilę. No i co ja się dziwię, że wracało? Zaczynałam od dupy strony. kilkukrotnie rozpoczynałam terapię psychologiczną, coś tak zrozumiałam, coś tam zmieniałam, Prędko wracałam do dawnych zachowań, kiedy tylko poczułam sie lepiej. bo to mnie uszcześliwiało wlaśnie TERAZ, w tej chwili.

To tak, jakby brać tabletki na ból zęba, cieszyć się, że ból minął i nie myślec o dentyście. to oczywiste, że prędzej czy później ból wróci, bo przecież przyczyna nie została usunięta. I w psychice jest tak samo. Po raz pierwszy w zżciu staram sie wyjść poza moje schematy, Pierwszy raz mam tę odwagę. Przez moje lęki zmarnowałam w życiu wiele okazji,ale staram sie tym nie zadręczac. Teraz to i tak już niczego nie zmieni. Rozpamiętywanie przeszłości to w tej chwili niepotrzebny balast.

I co dalej?

Naprawdę nie jest łatwo.. Najchętniej brnęłabym w dawne schematy, bo tak najprościej i daje chwilową ulgę, Mogę być w ten sposób okresami spełniona i szczęśliwa. Ale boje się za za kolejne kilka, kilkanaście lat będę sobie pluła w brodę, że mogłam żyć inaczej, że mogłam podjąć wysiłek zmiany nie tylko dla siebie, ale też dla bliskich. A skoro właśnie TERAZ jestem tego świadoma to chyab warto spróbować. Co ryzykuję? Ból, strach, lęk. W perpektywie jednak może się opłacać. Jeszcze sporo lat życia przede mną i mogą być one znacznie fajniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *