Co na depresję – leki, psychoterapia?

Odpowiedź jest prosta – wszystko. Wszystko, co może nam pomóc. Oczywiście wyłaczam narkotyki i alkohol:)

Pamiętam, że był czas, kiedy psychiatrzy i psychoterapeuci tworzyli osobne obozy. Psychiatrzy uważali, że problemy psychiczne to wina braku czy też nadmiaru pewnych substancji w mózgu i w wielu wypadkach wystarczy je wyrównać. Psychoterapeuci natomiast obawiali się, że leki tylko zagłuszają problem, zmieniają człowieka w istotę pozbawioną głębszych emocji, a tak naprawdę niczego nie załatwiają.

Trafiałam też na mądrych terapeutów, którzy twierdzili, że lata praktyki nauczyły ich pokory i czasami leki są niezbędne,aby móc zacząć terapię. Z drugiej strony są też badania wykazujące, że psychoterapia powoduje podobne, korzystne zmiany w mózgu, co leki.

No to co lepsze?

Oba „sposoby” prowadzą do tego samego celu – lepszego samopoczucia i lepszego funkcjonowania. Leki są często w ogóle niezbędne, aby móc zacząć w ogóle JAKOŚ żyć, żeby mieć siłę wstać z łóżka. Dobrze dobrane nie powodują, że staniemy się nieczułymi zombi. Nie bedziemy na haju jak po narkotykach. Nie będziemy wolniej myśleć. Wrócimy za to takiego poziomu dobrego samopoczucia, że będziemy w stanie wykonywać codzienne obowiązki, zacząć jeść i rozmawiać. I to jest właśnie ten punkt, na którym nie powinno się poprzestawać. Często popełniałam ten błąd. Kiedy leki działały, czułam się normalnie. Wracałam do dawnych zajęć, znów się uśmiechałam. I byłam bardzo zadowolona z efektów. Niby rozumiałam, że potrzebuję nie tylko leków, bo moje stany depresyjne to nie tylko kwestia chemii mózgu, ale podchodziłam do tego nie dość poważnie. No bo skoro czuję się dobrze, to po co grzebać głębiej? Jest dobrze, jak jest. Po co narażać się na nieprzyjemne uczucia, dokonywać zmian i jeszce pewnie za to płacić. Na to przyjdzie jeszcze czas, kiedyś.

I tak się to toczyło. Było całkiem fajnie, dopóki nie odstawiałam leków. I po jakimś czasie wracało. A ja znów załamana, choć już ze świadomością, że ponownie wezmę leki i za kilka tygodni mój świat wróci do normy. Gdyby nie ta pewność…

W końcu jednak zrozumiałam, że to nie wystarczy. Jeśli nie chcę nawrotów, to muszę zrobić coś więcej niż tylko łykać pigułki. Nie była to łatwa decyzja, ale dorosłam w końcu do tego. Podejmowałam już wcześniej psychoterapię, ale teraz widzę, że zawsze byłam nastawiona na poprawę samopoczucia, ale nie chciałam się zmieniać. Chciałam, żeby moje życie stało się inne, ale nie byłam w stanie podjąć wysiłku, żeby samej się zmienić. Dojście do tego miejsca zajęło mi prawie 20 lat…Może kiedyś dojdę do punktu, kiedy napisze, że jestem poukładana, szczęśliwa i spełniona. Na razie jestem w drodze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *