Aberysbyth

Majówka zeszłego roku. Wymarzyłam sobie Snowdonię. Choć na trochę, na jeden dzień. Znalazłam niedrogi i przyjemny nocleg w okolicach Shrewsbury i ruszyliśmy.

Była więc wycieczka do Snowdonii, która…. nie do końca wyszła. Po drodze zaczął szwankować nam samochód – często gasł, kiedy jechalismy pod górkę. No cóż, w tej sytuacji stało się jasne, że gór ryzykować nie możemy. Byłam niepocieszona, ale obiecałam sobie wrócić do tematu za rok. Tymczasem trzeba było zmienić plan wycieczki. Chcieliśmy zobaczyć jakąś plażę i morze, zanim pojedziemy na nocleg. I tak przypadkowo trafilismy do Aberystwyth. Nie pytajcie, jak to wymówić, bo walijskie nazwy wciąż są dla mnie tajemnicą:) https://en.wikipedia.org/wiki/Aberystwyth.

Nie zawiedliśmy się. O kąpaniu nie było mowy, ale i tak nie było nudno.

Plaża jest kamienista, ale w zabawie to nie przeszkadzało.

Akurat trafiliśmy na odpływ.

Wiatr sprzyjał latawcom. W końcu można było wypróbowac prezent urodzinowy synka.

Nie zwiedzaliśmy samego miasteczka, ale sądząc po okolicach plaży, jest całkiem interesujące. W oddali widać kolejkę na wzgórze.

Tuż koło plaży znajdują się ruiny zamku. Dzieci były zachwycone, bo po resztkach murów można się do woli wspinać. Frajda niesamowita. A zaraz obok jest też spory plac zabaw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *