A tak dobrze szło…

Dopadła mnie chandra. A może raczej już depresja. A myślałam, że mam to już za sobą..

Od tak dawna pracuję nad sobą i naprawdę doszłam już do takiego stanu, że cieszyłam się tym, jaka jestem i tym, co się dzieje wokół mnie. Nie było idealnie, ale miałam do czego dążyć i czym się cieszyć.

A w ciągu ostatnich kilku dni…Kamyczek po kamyczku czułam, jak w moje życie wkrada się mrok. Sesja hipnoterapii była bardzo obiecująca intensywna, ale nie czułam, żeby cokolwiek mi dała. Byłam rozczarowana, bo oczekiwałam więcej, ale nawet bez tego spodziewanego efektu i tak było ok. I tu powrót do starego. Siedzę i ryczę, a w mojej głowie kłębi się milion czarnych, okropnych myśli. Jestem wyczerpana, nie mogę spać ani jeść. Każda „trudna sytuacja” powoduje lawinę negatywnych myśli.

I jestem wściekła. Wściekła i zrozpaczona. Wściekła, bo mam wrażenie że ostatnie 2 lata poszły się… Jakbym wróciła do punktu wyjścia, bo mam dokładnie te same myśli co wcześniej. Co jeszce musze zrobic????

Wiele rzeczy sobie poukładałam, ale co z tego? Czuję, że wewnątrz jestem taka sama, że czeka mnie bol do końca życia i to się nigdy nie zmieni. Mam dosyć tej beznadziejnej walki. Nic nie jestem w stanie zmienić. Nie mam już na to sił.

Nie chcę już wychodzić z domu, żeby nie narażać się na kolejny ból. Może po prostu zamknę się w domu, wyłączę internet i będę udawać, że świata wokół nie ma albo nie jet on dla mnie ani ja dla niego. Nie mam ochoty kolejny raz probować, skoro i tak w koło Macieju wracam do tego samego.

I ile razy bym nie była już na prostej i tak kończy się tak samo. W tej chwili nie potrafię myśleć, że jeszce może być inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *